ponad 10000 odsłonInformacje8 grudnia 2017, 15:01,

Mieszkańcy ulicy Nowej: z lokali socjalnych zrobili „meliny”. Obawiamy się o życie


Udostępnij na Fb. To zainteresuje Twoich znajomych


Mieszkańcy budynków przy ulicy Nowej 2 i Nowej 1 mówią wprost: „meliny”, którą urządzili sąsiedzi z mieszkań socjalnych na strychu powodują uprzykrzenie życia i obawy o nasze bezpieczeństwo. Zajmujący się w imieniu mieszkańców sprawą Pan Witold Bohrer, mieszkaniec budynku Nowa 2, zawiadomił nie tylko nadzorcę budynku MTBS, ale także Burmistrza i Radę Miasta domagając się eksmisji kłopotliwych lokatorów, wniósł o kontrolę przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej a także skontaktował się z naszą redakcją.



Bloki przy ulicy Nowej 2 i Nowej 1 mają bogatą historię, o czym zapewne wie wielu gostyninian. Zostały zbudowane w czasie II Wojny Światowej przez robotników przymusowych pod nadzorem okupantów z hitlerowskich Niemiec z cegieł i materiału, który powstał po wyburzeniu przedwojennego Rzymskokatolickiego Kościoła Św. Marcina. W czasie wojny służył potrzebom okupanta. W piwnicy znajdował się nawet jeszcze kilkanaście lat temu schron lotniczy, zlikwidowany w latach 90.

Po wojnie powstały tam mieszkania. Znajduje się ich tam 8 na parterze i I piętrze włącznie, oraz po jednym na strychu. I właśnie z tymi lokatorami, którzy zajmują mieszkania socjalne na poddaszu, jak relacjonuje Pan Witold Bohrer, jest największa obawa. Stan ich określa jako „melina", dodając że od lat 70., od kiedy zamieszkuje w budynku, lokatorzy z góry są coraz gorsi.

W maju tego roku doszło do pożaru w piwnicy w jednym z bloków. Sprawcą miał być jeden z wspomnianych kłopotliwych lokatorów. Spłonęły drzwi, straty wyceniono na kilka tysięcy złotych.

- Mam poważne zastrzeżenia co do stanu technicznego budynku. Przy tak nieodpowiedzialnych osobach, jakie zamieszkują mieszkania na poddaszu, drewniane schody to jak tykająca bomba. Strop także jest drewniany. To szczęście, że wtedy ten pożar w maju był w dzień, gdyby doszło do niego w nocy, mogła się zająć się drewniana klatka schodowa i mogło mnie nie być na tym świecie – powiedział Witold Bohrer.

Jak dodaje, koczowiska osób będących pod wpływem alkoholu także na klatce schodowej, dorabianie kluczy i noclegi osób nieuprawnionych, głośne zachowania, libacje alkoholowe, zanieczyszczanie klatki schodowej to niemal codzienność: - Po mojej interwencji MTBS wymienił zamki na poddasze. Do poprzednich mój sąsiad umożliwił dostęp do kluczy chyba z połowie miasta – dodaje Witold Bohrer.

W czasie pierwszego udania się na miejsce dziennikarza naszej redakcji, przed wejściem do mieszkań na poddaszu znajdowało się koczowisko, gdy zostało uprzątnięte przez zarządcę budynku następnego dnia. Jednak jak relacjonuje Pan Bohrer, kilka dni później pojawiło się następne.

Skąd? Jak przedstawia Pan Witold, jeden z lokatorów od dłuższego czasu nie przebywa w mieszkaniu, przebywa na leczeniu, drugi czasem bywa, a następnie przez wiele dni jest nieobecny, a gdy przybędzie, jak określił Pan Witold, jest „osobą, która nie trzeźwieje 24 godziny na dobę”. I dodaje, że „koledzy” odwiedzają miejsce i urządzają sobie noclegi, będąc rzecz jasna pod wpływem alkoholu. Na poddaszu znajduje się aneks kuchenny z butlą gazową, który według niego i innych mieszkańców budynku jest poważnym zagrożeniem w takim stanie rzeczy. Domaga się jego likwidacji oraz od administracji MTBS montażu domofonów.

Wezwanie policji? - Na nic się to zdaje. Taki koczujący zdąży uciec, jak odjedzie policja zaraz wróci albo jak ma dostęp, zamknie się na poddaszu od wewnątrz – dodaje Pan Bohrer.

Przedstawiciel naszej redakcji próbował dwukrotnie skontaktować się z lokatorem na poddaszu, jednak w obu przypadkach pukanie do sfatygowanych, drewnianych drzwi było bezskuteczne.

- Jestem naprawdę zdesperowany, poruszę niebo i ziemię, żeby temat został skutecznie załatwiony. Obawiam się o życie, czy coś się nie wydarzy, czy jak drugi z lokatorów powróci. Ja jak i pozostali sąsiedzi – mówi Pan Witold.

W tej sprawie rozmawialiśmy z Prezesem MTBS Sp. z.o.o. Prezes Konrad Wilkanowicz zapewniał, że zna temat: - Pan Bohrer jest uważam nieco przewrażliwiony. Jednak zgłosiliśmy miejsce do Krajowej Mapy Zagrożeń. W sprawie domofonów, to mieszkańcy tutaj powinni partycypować w kosztach – zapewniał Prezes, dodając, że więcej informacji udzieli drogą pisemną.

Pan Bohrer zarzuca bierność zarządcy budynku, wielokrotne telefony i wizyty oraz prośby o poprawę stanu budynku są bezskuteczne. Nie tylko kłopotliwi sąsiedzi, ale także sypiący się tynk czy wilgoć w budynku dają znać o sobie. MTBS tłumaczyć ma to brakiem środków finansowych.

O sprawie Pan Bohrer poinformował Burmistrza Miasta Gostynina Pawła Kalinowskiego, od którego domaga się eksmisji kłopotliwych lokatorów i wyłączenia mieszkań na poddaszu z zasobów lokali socjalnych. Wysłał także pismo do Rady Miejskiej. Sprawą ma na najbliższym posiedzeniu zająć się Komisja Spraw Obywatelskich, Zdrowia i Pomocy Społecznej.

Obejrzyj zdjęcia

autor/źródło: ralf

Podobało Ci się? Udostępnij!

Napisz komentarz

Komentarze

YYYYY????, 13 grudnia 2017
Uważam że administracja MTBS i tak robi za dużo.Mają też inne osiedla w tym mieście,a od uciążliwych sąsiadów to jest policja!!!
gs1, 9 grudnia 2017
dlaczego w kosztach domofonów nie partcypują mieszkańcy ulicy Targowej?
Marta, 9 grudnia 2017
Mieszkańcy tego bloku pozostawiają wiele do życzenia. Jedna z mieszkanek kiedyś nazmyslala ze mój pies pogryzł jej córkę i podarł sukienkę za „300”zł gdzie nawet jej na taka nie stać. Chciała wymusić pieniądze zapewne na alkohol bo po jej wyglądzie można było tak wywnioskować i przychodziła do mojego domu co 2 dni dopóki nie zglosilam tego na policję.
Dodaj ogłoszenie