550 000 zł i dramat młodej rodziny. Agentka uciekła, gdy zobaczyli, co zrobiono z ich nowym domem w Łącku
Młoda rodzina przeżyła prawdziwy szok, gdy weszła do nowo zakupionego domu. Choć w chwili oględzin budynek był gotowy do wprowadzenia, po podpisaniu aktu notarialnego i przelaniu ponad pół miliona złotych, zastali w nim obraz nędzy i dewastacji.
Sprawą zajęła się telewizja Polsat w programie Interwencja
Dom w Łącku choć niewielki, wydawał się idealny dla młodego małżeństwa z dwójką dzieci. Zbudowany w tym roku, w czerwcu był w pełni urządzony i gotowy do zamieszkania. Pani Edyta, która kupowała go dla syna, wspominała:
"Tu mamy przepiękny pokój dziecięcy, tu mamy przepiękny salon, kuchnia, która miała być zostawiona, sypialnia, która również była tylko do wprowadzenia"
Transakcja odbyła się szybko. Umowa przedwstępna w czerwcu, a 28 października podpisanie aktu notarialnego i przelanie na konto sprzedających 550 000 złotych. Klucze miały być symbolem nowego, szczęśliwego życia. Rzeczywistość okazała się koszmarem. W momencie wejścia do domu "okazało się typową katastrofą"
Stan domu w chwili odbioru kluczy był tak tragiczny, że młoda para "mogła usiąść i płakać". Z nowo urządzonego wnętrza nie zostało prawie nic. Po demontażu mebli, sprzętów i instalacji budynek wyglądał jak ruina:
Salon i Kuchnia: Rozebrano kominek, podłoga została wyrwana, zostawiając jedynie dziury i goły beton
Instalacje: W ścianach pozostały dziury, wystające kable oraz uszkodzenia po demontażach
Łazienka: Brak umywalki i szafki.
Okna i Drzwi: Drzwi balkonowe nie domykały się, a okno było popsute
Kwestia Pieca: Ogrzewanie, które miało być w komplecie, okazało się przedmiotem zadłużenia, a piec "kopci z każdej jednej możliwej strony"
Agentka nieruchomości ucieka, sprzedająca zrzuca winę
Gdy nabywcy zorientowali się, że dom jest zdewastowany, wezwali policję. W tym momencie agentka nieruchomości, obecna przy przekazaniu kluczy, bez słowa "wsiadła w samochód i odjechała". Reporterce Polsat News udało się skontaktować z agentką, jednak ta rozłączyła się, słysząc temat rozmowy.
Co na to poprzednia właścicielka? Pani Katarzyna (sprzedająca) zrzuciła odpowiedzialność na biuro nieruchomości, twierdząc, że to oni dawali ogłoszenie. Co więcej, utrzymywała, że nabywcy "chcą pieniądze wyciągnąć".
Cały materiał do obejrzenia poniżej.
Podobało Ci się? Udostępnij!



